Hyde Park – refleksje

Nikolett Blachowska – refleksje na temat współczesnych kobiet – operacje plastyczne

Azja pociąga i interesuje z wielu powodów.  Stanowi kontynent kontrastów:  ma wspaniałe i nowoczesne miasta, które stoją niedaleko wiosek bez prądu czy wody. Zazdroszczę im wysoko rozwiniętej kultury, a przede wszystkim oszałamiającej przeszłości. To w Chinach wymyślono papier, kompas, proch… Tam narodzili się Konfucjusz i Lisi. Nigdzie nie znajdziemy pięknych i doskonalszych zabytków.  Przepych, kolory i złocenia zaskakują bardziej niż zbyteczny natłok baroku. W tamtejszej sztuce odnajduję piękno i harmonię, a widząc dzieła czy stroje europejskie, czasem chciałabym zamknąć oczy i jakimś cudem wymazać to, co zobaczyłam. Wykształcono tradycje, które nie były tylko sztucznymi zasadami, ale rzeczywiście je stosowano. Niepojęty dla nas kult przodków, ideały, zachowania, pismo… Całokształt sprawia, że chcemy bardziej poznawać kraje Azji, ponieważ w Europie nie znajdziemy tak bogatej historii.
Oczywiście są też mniej szczytne powody. Myślę tu oczywiście o kobietach. Azjatki są prześliczne, bardzo drobne, dostrzegam w nich coś specyficznie pociągającego.  Zawsze mocno o siebie dbały, stosując wonne olejki, zwracając uwagę na higienę osobistą, układ włosów, stroje etc. Onieśmielają mnie swoją urodą i egzotycznością.
Od lat fascynuję się krajami Azji i kiedyś bardzo chciałam wyglądać jak Japonka. Mojej miłości i kultu piękna nie podzielają sami Azjaci. Przede wszystkim zwalczają piękny odcień skóry. Od wieków arystokratki zakrywały się przed słońcem, nosiły rękawiczki, pudrowały twarz proszkiem z ryżu, pereł… Gejsze malowały swoje twarze na biało, usta na czerwono, a brwi podkreślały czarnym węglem. Teraz, gdy obserwują Amerykanów i Europejczyków, pragnienie jasnej skóry jeszcze mocniej się uwidoczniło. Ową słabostkę wykorzystują firmy kosmetyczne, które produkują kosmetyki wybielające TYLKO na tamtejszy rynek. Co gorsza, reklamy również nie pomagają w samoakceptacji. Możemy zobaczyć, jak chłopak z kaskadera staje się aktorem tylko dzięki temu, że koleżanka z planu filmowego poleciła mu cudowny krem wybielający. W innej przekonamy się, że dzięki kosmetykowi dziewczyna dostała pracę jako stewardessa. Nie tylko Azjaci chcą mieć jaśniejszą skórę, Hindusi i Afroamerykanie również wiodą w tym prym. W salonach kosmetycznych uświadczymy wiele wybielających maseczek czy inwazyjnych peelingów.
Oczywiście, im coś staje się popularniejsze, tym możemy dostać więcej podróbek danego specyfiku. Tak więc miejscowe bazary zalewają imitacje drogich kremów. Oczywiście część z nich nawet zmienia odcień twarzy.  Niestety, sprawiają, że zanika pigment w skórze, więc zamiast bladolicej piękności pojawia się dziewczyna- dalmatyńczyk. To trwałe zmiany, których nie da się odwrócić.
Oprócz zabiegów związanych z cerą pojawiają się inne. O dziwo to Azja, a nie Ameryka przoduje w powiększaniu biustu. Japonki z natury mają małe, dr­obne piersi, dostosowane zresztą do ich proporcji, dlatego operacje plastyczne robione są na masową skalę. W Polsce to wydatek rzędu 10000 tysięcy złotych. Nie każdą kobietę stać na wydanie takiej kwoty, dlatego czarny rynek implantów ma się bardzo dobrze i nie zapowiada się, żeby coś się zmieniło. Tańszy zamiennik zawiera składniki, których raczej nie chcemy mieć w swoim ciele, a także nie powinniśmy. Na wskutek tego w Chinach rejestruje się największą liczbę zgonów przez medycynę estetyczną.
Piękne, ciemne oczy również poddaje się obróbce. Chirurdzy wycinają część powieki lub odsysają z niej tłuszcz. Ciemnoskórzy ludzie obdarzeni są czarnymi lub brązowymi oczami. To również nie pasuje Azjatom, więc noszą kolorowe soczewki.
Zabiegiem, o którym w Europie raczej nie usłyszymy, jest przeszczep włosów. W naszej kulturze promowane jest gładkie ciało, bez zbędnego owłosienia. Mamy mnóstwo kremów, plastrów, pianek, żeli, a nawet operacje laserowe w celu skorygowania tej przypadłości. W Korei Południowej wszczepia się w okolice intymne włosy z głowy. Bujne owłosienie w tej strefie ciała uznane zostało za bardzo seksowne, gdyż ponoć świadczy o płodności.
Oprócz tego zmniejsza i zwęża się nosy, powiększa wargi. Charakterystyczną, “cofniętą” szczękę też zmieniają. Istnieje możliwość wszczepienia implantu, dzięki któremu twarz wygląda mało orientalnie.
Ku mojej rozpaczy, to nie wszystko, mimo, że naprawdę chciałabym zakończyć tę ponurą listę. Otóż, jak dobrze wiemy, Azjatki to bardzo niskie kobiety. Naukowcy opracowali metodę na zwiększenie ich wzrostu. Pozwalają łamać sobie kości, po czym na rok wkładać nogi w specjalne stelaże. Pozwala to “urosnąć” o ok. 10cm. Kosztuje to wiele, w tym wypadku chodzi nie tylko o pieniądze. Taka operacja to rok bólu. Jeszcze gdyby kończyła się dobrze… Znaczna część osób staje się po niej kalekami.
Czy w tym wszystkim chodzi tylko o próżność? Otóż nie. Musimy zrozumieć podłoże tego zachowania. Chiny podbijali Europejczycy. Jako zaborcy mieli władzę, a władza to elitarność. Zastanówmy się, jak wyglądała przeciętna Brytyjka w XIX w. Również stroniła od słońca, dzięki czemu zachowywała jeszcze bielszy odcień skóry. Nosiła suknie zupełnie innego typu, bardzo uwydatniające i tak większe piersi. Była wyższa, o mocno wciętej talii uzyskanej przez noszenie gorsetu. Tak więc kobiety chciały stać się bardzie podobne do cudzoziemek. Stąd obecne kompleksy.
Gdyby chodziło tylko o tło historyczne, to być może sprawa nie wyglądałaby tak poważnie. Otóż wymagania dotyczące urody ważne są w świecie biznesu i matrymonialnym. Brzydka kobieta nie dostanie dobrej pracy, taka smutna prawda. A im kobieta bardziej ‘europejska’, tym ma szansę na lepsze zamążpójście.
Widzimy więc jasno, że my, jako płeć piękna, lubimy stwarzać sobie problemy. Wymyślamy sobie ideał, do którego ślepo dążymy. A czasem warto się zatrzymać, spojrzeć rano w lustro, zanim nałożymy cztery warstwy pudru. Spojrzeć i docenić, jak urokliwie wyglądamy naturalnie, z lekko potarganymi włosami przez noc, często o uroczych falach, które giną pod czujnym okiem szczotki czy prostownicy. Dostrzec zalety niskiego wzrostu, małego biustu czy szerokiego nosa. Im większej liczbie operacji plastycznych się poddamy, tym wszystkie będziemy do siebie podobniejsze. A im więcej podobieństw, tym mężczyźni zaczną szukać unikatu, nie będą chcieli identycznych kobiet. Dlatego doceńmy nasze zalety teraz, zanim pójdziemy pod skalpel czy pędzel. Cieszmy się swoją “unikatowością” i urodą!

Kasia Radkowska “Szczęście”

„Szczęście należy sobie wypracować, nie wymarzyć” – jest to jeden z moich ulubionych cytatów. Nie wiem, czy mówi on prawdę, czasem wydaje mi się, że tak, kiedy indziej przeciwnie. To, czy wymarzone szczęście nam wystarczy, czy lepsze byłoby wypracowane ,zależy chyba od osobowości. Przecież niektórych uszczęśliwiają same plany na przyszłość, czyli marzenia.

W mojej pracy mogą zdarzyć się powtórzenia, będzie to na pewno związane z tym, że nie potrafię znaleźć synonimów słowa szczęście. To, co proponują słowniki, również mnie nie zadowala.  Nie wiem, czym jest szczęście dla mojej rodziny,  czasami wydaje mi się, że nie umiem skonkretyzować,  czym ono jest także dla mnie. Aby dobrze odpowiedzieć na to pytanie, musiałabym się długo zastanawiać. Łatwiejszym pytaniem na pewno jest „co daje mi szczęście”. Kilka dni temu, kiedy zabierałyśmy się za naszą prezentację, pytałyśmy właśnie o to i nikomu udzielenie odpowiedzi nie zajmowało zbyt dużo czasu. Wiele osób mówiło, że wolne chwile lub  podróżowanie sprawiają  radość. Inni twierdzili, że aby być szczęśliwym, wystarczy spojrzeć na ukochaną osobę. Jednak czy to faktycznie jest prawdziwe szczęście, czy może tylko radość? W słowniku języka polskiego, który znalazłam przypadkiem w moim pokoju, szczęście zostało zdefiniowane tak: „zbieg pomyślnych okoliczności” , natomiast radość  „uczucie wielkiego zadowolenia”. Radość kojarzy mi się z czymś chwilowym, co za moment przestanie istnieć, a szczęście powinno być na dłużej, nie może trwać parę minut i zniknąć na kilka dni. Radość to uciecha z małych rzeczy i uśmiech, szczęście jest dla mnie czymś większym. Coś duchowego,  jakiś wewnętrzny spokój. Różnica między tymi dwoma pojęciami jest bardzo trudna do odnalezienia, może nie w słowniku, ale w życiu owszem.  Nieistotne jest,  jak będziemy nazywać nasz stan. Ważne, że będziemy zadowolonymi z siebie.

Uszczęśliwia mnie przebywanie z przyjaciółmi i możliwość rozwijania zainteresowań. Moja odpowiedź nie jest może, zbyt wyszukana, bo pewnie większość Polaków mówi podobnie, ale wydaje mi się, że  jest prawdziwa.  Pytanie,  czym jest dla mnie szczęście pozostawię bez odpowiedzi, bo jeszcze jej nie znalazłam.

Nikolett Blachowska „Szczęście”

Szczęście – stan psychiczny o bardzo kontrowersyjnym przesłaniu, dla każdego oznacza coś innego. Jedno jest pewne: człowiek go nieustannie poszukuje i potrzebuje. Bardzo często nie potrafimy ocenić, co w danej chwili czujemy. Zazwyczaj mylimy dwa podobne stany, w/w oraz radość. Ostatnie z nich to zaledwie chwila, którą łatwo uzyskać. Przecież cieszymy się z nowo kupionej biżuterii czy samochodu, a nie możemy powiedzieć, że szczęście człowieka zależy od posiadania najnowszego modelu Mercedesa. Może więc spróbować cały czas otaczać się przedmiotami, żeby jak uniesienie trwało jak najdłużej? Chyba jednak nie o to chodzi, mamy na to wiele przykładów z literatury. Zawsze będziemy poszukiwać czegoś głębszego niż materialna powłoczka, zdecydujemy się ją odrzucić, jak Budda.
Moim zdaniem szczęście zyskujemy przy poczuciu bezpieczeństwa, na które również składa się wiele czynników. Przykładowo dla mnie to świadomość  posiadania dobrych i wspierających przyjaciół. Wiedząc, że nie muszę się bać o przyszłość, lżej traktuję życie. Niestety, jesteśmy bardzo emocjonalnym gatunkiem, który często działa pod wpływem impulsów. Dlatego przyjaźnie się kończą, a zaczynają nowe.
W takich chwilach szukam ukojenia gdzieś dalej, u kogoś trwalszego i mądrzejszego niż ktokolwiek na Ziemi. Istnieje taki ktoś, kto nigdy się nie zmienia, tak jak Jego miłość do nas. On zawsze wiernie przy nas trwa. Tym kimś jest oczywiście Bóg. Daje mi pełnię akceptacji, wyrozumiałości i bezpieczeństwa. Wiem, że nieważne, jak wielkie głupstwo popełnię, to On wyprowadzi mnie na prostą ścieżkę. Wydawałoby się, że to idealna sytuacja, przesyt dobroci. Okazuje się, że można więcej! Nasz Tata posłał Jezusa na krzyż, by Jego krew oczyściła nas z grzechów. Dzięki temu mamy nie tylko wspaniałe życie na Ziemi, ale także po śmierci!
Do szczęścia wystarczyło mi tak niewiele, mniej niż piasek, morze i niebo… Po prostu uwierzyłam w Jezusową ofiarę, a boża łaska i miłość wylały się na mnie. Teraz noszę je jak amulet, który chroni mnie przed pułapkami świata. Alleluja!

Patrycja Szary kl. IIIg   Co w życiu jest najważniejsze , czyli moje krótkie zdanie na temat dzisiejszej młodzieży

Chciałabym opowiedzieć o swoich przemyśleniach na temat dzisiejszej  młodzieży.  Większość nastolatków nie ma swoich marzeń, celów. Najważniejsze jest dla nich imprezowanie wraz z kumplami i próbowanie nowych rzeczy.  Większość spotyka się tylko po to, by razem wypić czy zapalić. Nie  powstaje żadna głębsza relacja. Jednak istnieje także zupełnie odmienna młodzież, która ma swoje  wartości, marzenia, cele, i dąży do nich! Należę właśnie do tej grupy.  Dla nas najważniejsza jest wiara, więź z Bogiem, przebywanie z Nim . On  daje nam radość i przepełnia nas szczęściem. Obdarowuje nas tym, co  najlepsze. Strzeże nas przed złem. Sprawia, że nie chcemy robić niczego  złego, gdyż staramy się być naśladowcami Jezusa. Jego wspaniałość jest nawet nie do opisania, ponieważ każdy moment  spędzony z Nim jest czymś niesamowitym! Każdy z nas (nawrócony człowiek)  przeżywa najlepsze chwile w życiu, jest pewny co do swojego życia oraz  tego, co będzie w przyszłości. Dąży do doskonałości, by jak najbardziej  się uświęcić.  Uważam , że większość młodzieży żyjącej współcześnie  zapominana o  tym wszystkim. Nie zależy im na relacji z Bogiem, a nawet na spędzaniu  czasami czasu z Nim. Jest to najważniejsze w życiu , gdyż od  dzisiejszych decyzji zależy nasze życie wieczne. Każdy z nas powinien  się zastanowić nad swoim postępowaniem, nad tym czy to, co teraz robi  jest właściwe. Powinien poszukiwać Boga w życiu. Żyję w odmiennym świecie i nie zamieniłabym go na żaden inny. Moim celem  jest przyprowadzanie ludzi do Boga, i nad tym cały czas pracuję. Chcę  pokazać wszystkim, że podążanie za Nim jest czymś wspaniałym!

 

Maja Walencik “Moje szczęście”

Chronicznie nienawidzę swojej szkoły. I nie jest to kwestia niechęci do nauki czy buntu przeciw nauczycielom – zwyczajnie nie cierpię jej budynku, klimatu i czegokolwiek, co się z nią wiąże. Trzeba powiedzieć – gdyż jest to rzecz, która w dużej mierze wypełnia mój dzień, przez co wpływa na ogólny poziom radości, a to, jakby nie patrzeć, ma być moja refleksja na temat tego, czym jest dla mnie i  co decyduje o moim szczęściu.

Na pierwszą piątkowę lekcję docieram z humorem podobnym do tego, jaki musi odczuwać pies, którego ktoś systematycznie przez całą noc kopał. Wymięta od autobusowego tłoku, z oczami podkrążonymi z niewyspania powłóczę nogami w rytmie Jezus-Maria-znowu-to-samo. Ciąży mi torba, płaszcz wydaje się być niedopasowany w każdym miejscu, a buty zupełnie nie chcą trzymać się stóp. Z drugiej strony – będę mogła sobie przez następnych parę godzin posiedzieć, więc może tak ostatecznie źle nie jest.

Kilka minut przed ósmą dostaję smsa od Agnieszki. Pyta co robimy po lekcjach. Wchodząc do klasy uśmiecham się i przypominam sobie, co mnie dzisiaj jeszcze czeka. „Przyjdź po mnie pod szkołę, to podejdziemy po Pati i gdzieś pójdziemy” – odpisuję pod ławką i – z zadowoleniem, że nie zostałam przyłapana na tej nielegalnej czynności – chowam telefon do kieszeni.

Parę godzin później szkoły już dla mnie nie ma – zaczyna się szczęście pisane wielką literą. Chodzę po Chyloni z jednymi z najlepszych ludzi jakich znam, jem jedne z najsmaczniejszych i najbardziej niezdrowych chipsów jakie kiedykolwiek jadłam i jestem w stu procentach szczęśliwa, bo wiem, że tak będzie tydzień w tydzień, weekend w weekend, wolne popołudnie w wolne popołudnie. O siedemnastej dziesięć Patrycja pyta czy nie mam przypadkiem na siedemnastą zajęć w Młodzieżowym Domu Kultury. „Mam” – odpowiadam, na co ona uśmiecha się i mówi: „I co, idziesz? Czy trzymasz się swojej zasady >godzina to nie spóźnienie<?” Zna mnie od zawsze i wie, że od zawsze się spóźniam. Jeśli miałabym wskazać najbardziej cierpliwą względem mnie osobę, to – po mojej Mamie – byłaby to ona. Wsiadamy we trzy do jakiegokolwiek autobusu; dziewczyny odwożą mnie na zajęcia. Zobaczymy się jutro.

W MDKu jestem zapisana do pracowni teatralnej – i biegam tam jak dziecko za cukierkami. W poniedziałki jadę z ‘teatralnych’ do domu i chciałabym, żeby już był piątek, żebym mogła się ‘wyaktorzyć’, powygłupiać i spotkać ze świetnymi ludźmi, którzy tworzą nasz zespół. I niezupełnie umiem opisać co, jak i dlaczego tam się właściwie dzieje, jakie padają słowa, jakie śmiechy, jakie szczęście jest w powietrzu. Jest cudownie – to wystarczy. Zajęcia kończą się o 19, w domu jestem między 20 a 21; jednego dnia chodzimy – ja, Marta, Kamila, czasem Agnieszka – w tę i z powrotem, odprowadzając się nawzajem, innym razem podwozimy Ewelinę i Damiana w stronę Gdyni Głównej, chociaż to zupełnie nie po drodze.

Wracam do domu zmęczona, ale szczęśliwa. I to w sensie ścisłym – szczęśliwa czystym, niepodważalnym szczęściem. W głośnikach lecą po kolei The Rolling Stones, Raz, Dwa ,Trzy, Katie Melua, Led Zeppelin, Happysad… Dużo muzyki przwija się przez moją głowę, a ja piję herbatę za herbatą i rysuję, maluję, piszę ze znajomymi na Gadu-Gadu.

Jutro rano pójdę na basen – wracam po dwóch latach przerwy i czuję, że mogę znów być w tym dobra. Jutro znowu spotkam się z Patrycją i Agnieszką. Tymczasem biorę długi prysznic, jak co weekend maluję paznokcie na czerwono i powoli zasypiam. SMS od Kajetana: „Idziemy jutro na jakiś koncert czy coś? :) ”. „Jasne, że idziemy” – myślę – „ale póki co – daj mi spać…” :)

 

Komentarze
  1. Viran pisze:

    Szczere i prawdziwe refleksje. Moje były podobne. Respect Justyna ;]

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s